Kto nie lubi się wyróżniać? Kto nie lubi być oryginalny i zauważony? Nawet ja (a naturę mam raczej introwertyczki) lubię być doceniona, ba! nawet rozpoznana. Tylko jak to osiągnąć? Z pomocą przyszła firma Naklejcary oraz ich personalizowane naklejki.

Gdy tylko firma Naklejcary zgłosiła się do plebiscytu Top for Dog, wiedziałam, że będę chciała naklejkę spersonalizowaną (choć mają też ogrom wzorów do wyboru). I to z własnego projektu. Trochę zajęło mi podjęcie decyzji, gdzie będę chciała przykleić gotowy produkt. Samochód? Laptop? Nie, wpadł lepszy pomysł. Hulajnoga! Nie udało mi się niestety zabrać oklejonej hulajnogi na zawody (choć naklejki zdążyły dotrzeć), bo jednak zrezygnowałam z tej konkurencji. No ale nic straconego. Treningi i kolejny sezon startowy przed nami 🙂

Kontakt z firmą był bardzo sympatyczny i bezproblemowy. Przesłałam mój projekt do weryfikacji. Powiedziałam jaki wymiar potrzebuję. Do wyboru dostałam trzy kolory folii – biała, czarna alba srebrna. Hulajnogę mam czarną, więc wybrałam biały. Po chwili dostałam przygotowaną wizualizację do akceptacji i pozostało jedynie oczekiwanie na przesyłkę 🙂 List odebrałam po niecałych dwóch tygodniach, ale okazało się, że leżał kilka dni na poczcie (nie dostałam pierwszego awizo, tylko powtórne wezwanie), więc naklejki wysłane były dużo wcześniej. Realizacja bardzo szybka 🙂

Do samego naklejania nie zabrałam się od razu. Najpierw zawody, a później trzeba było jeszcze znaleźć chwilę, żeby umyć choć trochę hulajnogę. Oczywiście miejsce pod samą naklejkę trzeba specjalnie przygotować, ale mój pojazd był ogólnie ubłocony, więc nawet trudno było przenieść go z garażu do mieszania 😉 Gdy nadszedł TEN dzień i wszystko było gotowe, można było zabrać się do „montażu”. Do przesyłki dołączona była instrukcja, jak nanieść naklejki na pożądane miejsce. Wcześniej miałam już do czynienia z podobnymi projektami, ale nawet ktoś kto robiłby to po raz pierwszy, przy pomocy instrukcji, dałby radę bez problemu.

Zrób to sam!
Jak już pisałam, naklejanie nie było trudne. Jednak w niektórych czynnościach należało wykazać się precyzją, żeby wszystko wyglądało tak, jak należy. Poniżej opiszę Wam krok po kroku, jak montaż wyglądał u nas.

1.
Po pierwsze ogólnie wyczyściłam hulajnogę. Była po treningu, więc trochę zaschniętego błota na niej było. Zakupiłam ją już oklejoną, więc musiałam tym się zająć, żeby zrobić miejsce na Naklejcary. Przydatna okazała się suszarka do włosów. Po podgrzaniu klej puścił i można było poodklejać poprzednie oznaczenia.

2.
Miejsce, w którym zamierzałam umieścić Naklejcary trzeba było dodatkowo przygotować. W instrukcji producent zaleca odtłuszczenie denaturatem. Ja z braku tego środka w domu, zrobiłam to przy pomocy płynu do naczyń oraz innego środka z alkoholem. Ramę najpierw dokładnie wyczyściłam płynem (były na niej resztki kleju ze starych naklejek), a później przetarłam jeszcze alkoholem. Chwilę odczekałam aż rama będzie sucha i przystąpiłam do kolejnego punktu…

3.
Po przymiarkach zabrałam się do właściwego naklejania. Naklejkę z folią transferową należało odkleić od zabezpieczającego je papieru, a następnie ostrożnie i precyzyjnie nakleić je na wybrane miejsce na ramie hulajnogi. Zaczęłam od jednego końca i powoli dociskałam resztę.

4.
Jako, że rama jest okrągła, do przyciśnięcia nie używałam zalecanej karty kredytowej tylko czystej chusteczki dociśniętej dłonią. Za jej pomocą upewniłam się, że nie ma pod naklejkami żadnych pęcherzy powietrza i wszystko dobrze przylega.

5.
Najlepsza część: odklejanie folii transferowej 🙂 Tutaj też należy zachować spokój i powolutku zdjąć bezbarwną warstwę, uważając jednocześnie, żeby właściwa naklejka została na ramie a nie odkleiła się razem z folią.

6.
Ponownie docisnęłam całość czystą chusteczką.

7.
Okazało się, że na ramie zostały dwa elementy, których nie chciałam – wnętrza uszu z logo. Były wycięte po obrysie, ale przeniosły się razem z całą naklejką. Przy pomocy ostrego nożyka delikatnie je usunęłam.

8.
Gotowe!

Całość pracy nie zajęła więcej niż godzinę. Na pewno byłoby znacznie szybciej, gdybym nie musiała odklejać starej naklejki. To zajęło najwięcej czasu. Samo naklejanie poszło bardzo sprawnie. Choć w gruncie rzeczy można stwierdzić, że najdłużej potrwa kolejny etap – radość z odpicowanego pojazdu, a do tego wystarczyło poskładać hulajnogę i wyruszyć na treningową przejażdżkę 🙂

Oczywiście pracy towarzyszyła kontrola jakości w postaci Łajki i Jumbo. Chyba są zadowoleni z efektów 🙂 Mi efekt końcowy podoba się bardzo. Teraz będziemy mieć +10 do wizerunku. Mam nadzieję, że do szybkości również 😉