Od razu Was ostrzegę – dziś będzie (prawie) w samych superlatywach, bowiem dawno nie trafiłam na tak fajny produkt, który aż tak pozytywnie mnie zaskoczył. Zapraszam Was na przedostatnią recenzję w tej odsłonie plebiscytu Top for dog – a pisać będę o przysmakach firmy Wataha.

Jak wiecie – BARFowym ortodoksem nie jestem, jednak lubię, kiedy przysmaki do treningów/zabaw węchowych są wartościowe i dobrej jakości. W związku z tym bardzo zainteresowały mnie propozycje od Watahy. Do wyboru mamy naprawdę sporo smaków: wieprzowina, jagnięcina, wołowina, cielęcina, królik, kurczak, indyk, i kaczka,w trzech wielkościach: 80, 150 i 400 albo 500 g (w zależności od wariantu smakowego). Skład jest idealny: 100% mięsa z *tu wstaw swój wybór*. 

Produkt to mięso suszone w cienkich, mniej więcej ośmiocentymetrowych paskach , przy czym (co stanowi spore pozytywne zaskoczenie) owe paski naprawdę łatwo dzieli się na mniejsze – bardzo sprawnie łamią się w dłoniach,dzięki czemu możemy nagrodzić psa większym kawałkiem, albo kilkoma mniejszymi, co sprawia, że produkt jest jeszcze bardziej wydajny. Mają intensywny zapach (podobny do standardowego smrodku gryzaków), i przy łamaniu pozostawiają na rękach tłusty film.

Moje psy ( i psy znajomych, wrzucałam Wam filmiki z rozwiązywania zagadek węchowych) uznają, że dla tych konkretnych pyszności warto główkować trzy razy bardziej. Już sam zapach powoduje znaczny wytrzeszcz oczu u zainteresowanych i wymiernie nasila procesy myślowe.

 

Myślę, że jeśli nie macie możliwości suszyć mięsa samemu, a często pytacie mnie, jakie smaczki polecam dla psów, które mają problemy z motywacją na jedzenie – z czystym sumieniem, obserwując zaangażowanie mojej trójki, powiem Wam, że właśnie przysmaki z firmy Wataha. Poziom zaangażowania w robotę jest taki sam, jak przy osławionych, arcydrogich kabanosach z Sokołowa 😀 Minusem tych smaków według mnie jest ich ograniczona dostępność, ceną nie odstają od podobnych w składzie przysmaków innych marek. Jeśli potrzebujecie czegoś ekstra na szkolenie czy trening – naprawdę, mieliśmy sporą próbę testerów (moje żarłoki, czteromiesięczne szczenię, czternastoletni pies) i każde jedno z nich szalało na ich widok, co stanowi dla mnie główną rekomendację.  Uwaga tylko na zbyt duże kawałki – łapczywym pieskom zdarzało się zakrztusić.